Statystyka


Warning: Creating default object from empty value in /home/serwer5/ftp/wodynski/modules/mod_stats/helper.php on line 106
Odsłon : 147673
www.wodynski.info Zagłada Huty Pieniackiej
Zagłada Huty Pieniackiej Drukuj

28 lutego tego roku minie 64   rocznica zagłady Huty Pieniackiej na Kresach Wschodnich II RP dokonanej przez ukraińską 14 Dywizję SS „Galizien”. W Hucie Pieniackiej zginęło ponad 1100 jej mieszkańców, uciekinierów z okolicznych wiosek, 20 ukrywających się tam Żydów i dwu rannych partyzantów sowieckich. Ta zbrodnia ludobójstwa i okoliczność uczestniczenia w nim zorganizowanej formacji niemieckiej, w której służyli Ukraińcy, zwerbowani do walki z Armią Czerwoną - spowodowała, że śledztwo w celu ustalenia sprawców i pełnej listy ofiar zostało rozpoczęte w Polsce w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych.

W 1988r. prokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Krakowie Włodzimierz Konarski na łamach Trybuny Opolskiej organu prasowego KW PZPR w Opolu informował o wszczęciu śledztwa w tej sprawie. Apelował do osób, które coś na temat tych tragicznych wydarzeń wiedzą. Prosił o współpracę z  Oddziałem Krakowskim Instytutu Pamięci Narodowej.

Ocalałem z rzezi...

Bardzo poruszyła mnie ta wiadomość. Należę do tych osób, które ocalały z rzezi zgotowanej Polakom, zamieszkującym tamte tereny przez hordy banderowskich oprawców - dlatego, że miały gdzie się ukryć i w porę to uczyniły. Mieszkałem z rodzicami w Pieniakach, miejscowości  oddalonej o kilkanaście kilometrów  od Huty Pieniackiej. Z powodu narastającego już od 1942 roku zagrożenia skrytobójczych morderstw, jakie były dokonywane najczęściej pod osłoną nocy na ludności polskiej – Polacy opuszczali miejsca swojego zamieszkania. Chronili się przed nacjonalistami  ukraińskimi  w miastach i większych wiejskich skupiskach ludności polskiej. Ojciec pracował w administracji utworzonego przez Niemców  na  majątku Pieniaki własność rodziny Cieńskich  przymusowym zarządzie , ale mama z nami  zamieszkała w Złoczowie. Byłem wtedy jeszcze bardzo małym dzieckiem, ale moja potem świadoma pamięć chłonęła i utrwalała w sobie wszystko to, co dotyczyło tamtych spraw i czasów. Tamtych ludzi i tamtej ziemi z której, zostałem wypędzony.

Pamięć pozostała!

Na apel krakowskiego prokuratora opublikowałem na  łamach „Trybuny Opolskiej” w styczniu 1989 roku  list pt. „Ocalałem z rzezi zgotowanej Polakom”. Opisałem moje kontakty z osobami, które w Hucie Pieniackiej utraciły najbliższych krewnych. Była  to  uczennica  mojej zmarłej w 1988r. mamy - pani Janina Inorowiczowa z domu Jarymkiewiczówna, której  w Hucie Pieniackiej zamordowano  22 letniego brata Pawła i 19 letnią  siostrę  Annę. Ona podała mi nazwiska  innych osób, które wg niej Hucie zostały zabite - mieszkańca Pieniak Tymerkiewicza, żonę i dzieci Jackowskiego, stolarza Jana Broszczakowskiego. Nieżyjąca dzisiaj  pani Janina potwierdziła tragedię i mojej najbliższej rodziny - bestialskie zamordowanie  siostry mojego ojca Wandy Wolaninowej z domu Wodyńskiej i jej małej córeczki. Zginął też z rąk ukraińskich opryszków jej mąż, mój wuj – kierownik pieniackiej gorzelni. Ciotka wraz z moją małą kuzyneczką została przez rozpasanych  zbirów zapędzona do sadzawki, gdzie strzelano do nich z brzegu i nim  zginęły, otrzymały  wiele ran. Wuja zabito w gorzelni wrzucając go do rozpalonego  kotła.

Nie tylko Huta Pieniacka.

To wydarzyło się  mniej więcej w tym samym czasie, kiedy dokonano  zbrodni w Hucie Pieniackiej. Pisząc wtedy o tym, upomniałem się również o pamięć  zbrodni  dokonanej na pieniackim proboszczu Ks. Józefie Wieczorku, który był przyjacielem  moich rodziców. Ksiądz został zabity na wiosnę w 1941, przez NKWD!

Cenzura  w 1988r. była już łagodniejsza i nie wycięto  mi opisu  jego śmierci. Proboszcza wyprowadzono z kościoła, po odprawieniu wielkopostnych „gorzkich żalów”. Na śmierć  wiodło go czterech „striełców”, dwóch konnych i dwóch pieszych. Zabito go w brzozowym  lasku w drodze do oddalonego od Pieniak, o parę kilometrów „posiołka” Małyniszka(?). Ciała umęczonegoprzed śmiercią kapłana długo nie pozwalano zszokowanym parafianom pochować. To dodatkowo potęgowało sowieckie  barbarzyństwo.

Odtwarza się zapis tamtych dni.

Jakieś trzy lata po opublikowaniu listu nawiązało ze mną kontakt Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów z Wrocławia, Fundacja im. Św. Andrzeja Boboli, wydawca kwartalnika  „Na Rubieży”. Stowarzyszenie prowadzi benedyktyńską  pracę zbierania dokumentacji dowodowej na temat zbrodni dokonanych na Kresach Wschodnich.

Upomina się o pamięć ofiar. Oczekuje ustalenia sprawców ich ukarania, jest strażnikiem prawd i faktów, często niewygodnych, przeszkadzających coraz to liczniejszym inicjatywom„pojednania”, które chcą nie tyle wybaczyć, co zapomnieć!

Czy historia ma być prawdziwa?

Czy w martyrologii narodowej ma być tylko  wyostrzona pamięć zbrodni dokonanych przez Niemców, lub rodzimych antysemitów z niemieckiego podpuszczenia na obywatelach, pochodzenia żydowskiego? O obliczanych na 200 tys. istnień ludzkich, ofiar eksterminacji  ludności polskiej, na Wschodzie mówi się  z zakłopotaniem, ostrożnie, tak, aby nie urazić ukraińskiego  sąsiada. Wschodnim „Memoriałem” jest pismo „Na Rubieży”, stowarzyszenie SUOZUN, z którego inicjatywy wybudowano  na Bulwarze X.Dunikowskiego we Wrocławiu Pomnik-Mauzoleum. Miałem zaszczyt reprezentować przy jego odsłonięciu  Zarząd Powiatu. Sama  uroczystość odsłonięcia odbywała się w atmosferze skandalu.

„Wyznawcy poprawności  politycznej”  zakwestionowali  napis na  pomniku, jako niezgodny z linią pojednania, a władze państwowe, media informacyjne  zbojkotowały uroczystość. Obecność oficjalnej samorządowej delegacji z Głubczyc  - miała przez to  dodatkowy wymiar.

Historię nadal tworzą świadkowie

Kolejnym echem mojego listu  były korespondencje  od czytelników gazety, zamieszkałych obecnie w okolicach Grodkowa, a także  prośba  prokuratora  Witkowskiego z Krakowa, żebym się zgodził  oficjalnie  zeznawać  w sprawie  Huty Pieniackiej. Dla ułatwienia, zostałem wezwany na posterunek Policji w Kietrzu i przez tamtejszego oficera dochodzeniowego formalnie, pod odpowiedzialnością karną za zeznawanie  nieprawdy lub ukrywanie prawdy  - zostałem  przesłuchany. Protokół z tego przesłuchania  został  wysłany do Krakowa.

Z dostępnych mi informacji wynika, że  w Instytucie  Pamięci Narodowej prowadzone są dwie sprawy, rozpoczęta jeszcze przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, sprawa  o sygnaturze akt  S 33 i S 9. Obie dotyczą  zbrodni ludobójstwa  popełnionej w dniu 28.02.1944r. przez funkcjonariuszy „Galizen SS” i nacjonalistów ukraińskich na Polakach w Hucie Pieniackiej. Od 1989 do  28.02.2001 zgłosiło się  84 świadków. Są wśród nich mieszkańcy powiatu głubczyckiego. Wstrząsającą  relację  złożyła pani Stefania  Orłowska  mieszkanka obecnie Bernacic k/ Głubczyc, cudownie ocalała,  przeżyła z  dzieckiem, ukryta pomiędzy umierającymi w męczarniach, ciężko  postrzelonymi  przez Ukraińców  mężem i bratem.

Zmarznięta i głodna wraz z dwuletnią córeczką leżała w śniegu, wokół płonęły domy, stodoły w których żywcem palono  ludzi. Pani Stefania  jest jednym z uczestników  sprawy, która występuje jako osoba pokrzywdzona, a wraz z nią  wymienione są w aktach osoby wykonujące prawa pokrzywdzonych, których nazwiska  są  bardzo popularne w  naszym powiecie  Kowalczykowscy, Kobylańscy, Orłowscy, Sowińscy, Sobolewscy, Michalewscy, Bernaccy, Iłowscy, Bąkowscy i inni. W Babicach  k/Baborowa osiedlili się dawni mieszkańcy Pieniak, Huciska Pieniackiego, Huty Pieniackiej, Majdanu Pieniackiego, którzy przez lata  przechowywali pamięć  o tym straszliwym wydarzeniu.

Prawda wychodzi na jaw

Początkowo beznadziejna sprawa ustalenia i pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców   zbrodni ludobójstwa  - nabrała  rozgłosu, po  ujawnieniu  latem 2002 roku faktu, że w Wielkiej Brytanii  schroniło się wielu członków 14 Dywizji SS “Galizien”. Ukryli swoją przestępczą przeszłość, uzyskali brytyjskie  obywatelstwo i przez  blisko 60 lat żyli  w dobrobycie. Niektórych Pan Bóg zachował nawet w dobrym zdrowiu do teraz, chyba po to tylko, żeby jeszcze  można było ich ukarać.

Czy to jeszcze jest możliwe?

Czy  aparat sądowniczy  zdąży?

Czy pani Stefania Orłowska i inni żyjący, bezpośrednio poszkodowani doczekają  sprawiedliwości?

Pomyślmy o ofiarach

Pomyślmy, wspomnijmy również  o innych ofiarach  tego czasu strasznego, kiedy to  kolega  ze szkoły, sąsiad zza  miedzy, a nawet powinowaty - oszołomiony, narkotyczną wizją  Samostiejnej Ukrainy, skradał się  nocą, strzelał w okno, mordował siekierą, palił żywcem,torturował przed śmiercią niewinnych mężczyzn, kobiety i dzieci.

Wieczne odpoczywanie  racz im dać Panie.

Zabito ich za to, że byli Polakami!

 

Stanisław Wodyński

48-140 Branice

ul.Słoneczna 5 m.

077 486 0008