Statystyka
Odsłon : 18372
www.wodynski.info Wspomnienia o Stanie Wojennym
| Wprowadzenie stanu wojennego w Branicach odbyło się nad ranem 13 grudnia 1981 roku w ten sposób, że ekipa przybyłych z Głubczyc funkcjonariuszy SB w towarzystwie miejscowego milicjanta Homeniuka – zabrała z domu ok. godz. 2 Antoniego Junoszę Szaniawskiego a także Ryszarda Krynickiego. Zszokowanym gwałtownym najściem w nocy i wyprowadzeniem mężów i ojców rodzinom - nie udzielano żadnych informacji .
Wprowadzenie stanu wojennego w Branicach odbyło się nad ranem 13 grudnia 1981 roku w ten sposób, że ekipa przybyłych z Głubczyc funkcjonariuszy SB w towarzystwie miejscowego milicjanta Homeniuka – zabrała z domu ok. godz. 2 Antoniego Junoszę Szaniawskiego a także Ryszarda Krynickiego. Zszokowanym gwałtownym najściem w nocy i wyprowadzeniem mężów i ojców rodzinom - nie udzielano żadnych informacji .Córka dr A.Junoszy-Szaniawskiego Agnieszka ,która teraz jest również tak jak ojciec wziętym psychiatrą w Warszawie – wyślizgnęła się rewidującym mieszkanie przy okazji internowania ojca sbekom przez okienko w piwnicy i brnąc w koszuli nocnej na bosaka po śniegu dotarła do mojego domu. Nie miałem zupełnego pojęcia co się dzieje ,ale niezwłocznie przez telefon wewnętrzny szpitala ,który nie został ,tak jak linie telefoniczne wyłączony - powiadomiłem dyrektora szpitala dr Kazimierza Mielczarka .Umówiliśmy się że zaraz spotkamy się w domu dra Szaniawskiego .Biegnąc tam w największym podnieceniu w połowie drogi , jednak zawróciłem po dowód osobisty .I to prawdopodobnie uratowało mnie od spotkania z dokonującą internowania ekipą ,ponieważ jak tam przybiegłem - sbecji już nie było .Wkrótce pojawił się dyrektor z którym uzgodniliśmy, że razem pójdziemy na posterunek milicji ,żeby się coś dowiedzieć .Jednocześnie w trakcie z nim rozmowy cały czas - wydzwaniałem do znajomych działaczy „Solidarności” wzywając ich do stawiennictwa się w szpitalu .Na posterunku MO w Branicach zastaliśmy przerażonego i tak na oko ,trzeźwiejącego dopiero co komendanta, który nic kompletnie w sytuacji się nie orientował .Wróciliśmy wtedy znowu do domu skąd aresztowano mi przyjaciela i stamtąd ,wiedząc już wtedy ,że telefony zewnętrzne są wyłączone ,poprzez linię szpitalną zawiadamialiśmy o fakcie jego zatrzymania ,każdego kogo się dało – prosząc o przybycie do szpitala .Wtedy uważaliśmy ,że najważniejszym naszym zadaniem w zaistniałej sytuacji jest powiadomienie Zarządu Regionu „Solidarności” w Opolu oraz niezwłoczne przystąpienie do akcji protestacyjnej w tym przypadku strajku okupacyjnego w szpitalu. W pracowni plastycznej ,którą wtedy kierowałem zaczęliśmy przygotowywać plakaty i transparenty informujące o bezprzykładnej prowokacji służby bezpieczeństwa .Miałem też tam nagromadzone z innych akcji flagi białoczerwone po które , co raz ktoś przybywał .Poleciłem obudzić również kierownika kolumny transportu sanitarnego , jedynej jednostki szpitala dysponującej łącznością radiową .W eterze też było głucho !O godz. 5 pisemną informację o wydarzeniach wręczyliśmy kierowcy pierwszego autobusu PKS ,który wyjeżdżał z Branic do Opola .W trakcie malowania transparentu usłyszałem ogłaszającego o 6 rano stan wojenny przez radio Jaruzelskiego. Wtedy - zgodnie z instrukcją wydaną prze Region Dolnośląski na wypadek wprowadzenia stanu wyjątkowego - zacząłem flagi i transparenty ludziom zabierać - informując ich jednocześnie o tym, żeby się niezwłocznie udali do swoich domostw, że prowadzenie teraz akcji protestacyjnej nie ma najmniejszego sensu, może spotkać się ze straszliwym odwetem z niewspółmierna do aktów sprzeciwu represją . Opuściliśmy szpital rozpraszając się zgodnie z dyrektywą . W Branicach na ulicach pojawiły się patrole złożone z indywidum z pod ciemnej gwiazdy, odzianych najprzeróżniejsze mundury ,ORMO ,rezerwy wojskowej itp. Niejaki L.Grajewski paradował w galowym uniformie oficera MO, bodajże kapitana ,co było rangą dotąd u nas nie oglądaną . Jednak w południe ,pod ciśnieniem wydarzeń postanowiono zebrać w budynku administracji szpitala Komisję Zakładową Solidarności .Na to spotkanie zostałem zaproszony przez osoby z których jedna – później zrobiła „karierę” jako funkcjonariusz gminnego komitetu PZPR. Byłem przeciwny takiemu zebraniu – instrukcja z Wrocławia wyraźnie zabraniała tego rodzaju aktywności ,która tylko narażała ,dekonspirowała działaczy – ułatwiała pracę sbekom .Poszedłem jednak na to spotkanie i w sposób zdecydowany nawoływałem do rozejścia się i niszczenia dokumentacji związku ,tak aby nie mogła być wykorzystywana przeciwko jego członkom .Z trudem udało się mi o tym przekonać przewodniczącego i innych członków prezydium komisji ,ale w końcu wybiłem im z głowy „zamykanie się w formie protestu na oddziałach z najbardziej niebezpiecznymi pacjentami psychiatrycznymi”, barykadowanie w kościele itp. Po 40 minutach wzajemnego przekrzykiwania się i oskarżania o kolaborację ,tchórzostwo itp. – nawet w lekkim popłochu ewakuowaliśmy się z budynku dyrekcji. Rozpisałem się o tym spotkaniu w dniu 13 grudnia 1981 r dlatego, że miało ono dwa tygodnie później swoisty ciąg dalszy .Była to także niedziela - zjechała wtedy na posterunek milicji w Branicach specjalna grupa cywilnych funkcjonariuszy i rozpoczęła -intensywne dochodzenie ,którego celem było wyjaśnienie czy spotkanie w dyrekcji szpitala w dniu 13 grudnia 1981 naruszyło rygory stanu wojennego, czy też nie ,czy uczestniczącym w spotkaniu osobom, a było ich tam wtedy z 11 działaczy można by było postawić zarzut ; prowadzenia nielegalnej działalności ? .Kogo zamknąć jeszcze ?.Specgrupa milicyjna kolejno wzywała na komendę wszystkich uczestniczących w owym zebraniu. Mieli oni nawet zadanie – informowania siebie nawzajem ,kto teraz ma być przesłuchiwany .Moi koledzy byli porządnie wystraszeni , przed pójściem na posterunek pojawiali się u mnie w mieszkaniu ,żeby się naradzić. Po powrocie z przesłuchania również ,żeby zdać sprawozdanie z tego jak przebiegało ..Trwało to dobrych parę godzin .Przesłuchujący pytali szczególnie o to ,jak ja się zachowywałem i co mówiłem .Byłem więc przekonany ,że mnie zamkną .Żonę poprosiłem żeby spakowała trochę bielizny na zmianę zapas tytoniu i kilka fajek a sam postanowiłem się zdrzemnąć .Ostatni przede mną przesłuchiwany przyszedł z taką rewelacją – że ekipa się już z posterunku MO zabrała .Byłem jedyną osobą ,której wtedy nie wezwali .Wyglądało na to, że w składzie przesłuchujących nie było aż takich wielkich gorliwców ,żeby pozbawiać chorych psychicznie przebywających w szpitalu w Branicach opieki – zamykając pracowników ,tylko za to że się na krótko w samo południe 13 grudnia spotkali. Inna sprawa, że przy okazji przesłuchania zastosowano wyrafinowaną metodę - każąc przesłuchiwanemu napisać własnoręcznie o tym co się pod czas tego spotkania działo i o czym mówiło .Mimo moich ostrzeżeń - wszyscy co do jednego takie notatki przesłuchującym sporządzili ,starając się nawet o to ,żeby pisane przez nich teksty były jak najczytelniejsze .Z perspektywy minionego ćwierczwiecza ,obserwując zachowania późniejsze niektórych tych ,którzy wtedy byli przesłuchiwani - z całym przekonaniem mogę stwierdzić ,że owe z pozoru niewinne i w gruncie rzeczy nieszkodliwe - własnoręcznie sporządzone opisy zebrania w dniu 13 grudnia 1981 r . służyły do szantażu i deprawacji ,miały złowieszczy wpływ na całe późniejsze ich życie . W trzecim dniu stanu wojennego ,we wtorek - poinstruowany przez swojego proboszcza śp.ks.R.Szwarca o tym gdzie się mieści Kuria Diecezjalna udałem się ,wychodzącym z Branic o 5 rano autobusem do Opola. Obowiązywała już wtedy godzina policyjna i zakaz przemieszczania się obywateli bez zgody komisarzy wojskowych wprowadzonych do każdej gminy i większego zakładu ,więc spreparowałem ,mając do dyspozycji pieczątkę Komitetu Gminnego Stronnictwa Demokratycznego dokument „wzywający wszystkie władze cywilne i wojskowe do ułatwienia mi podróży do Opola w ważnych dla SD sprawach” .W trakcie jazdy odbyły się trzy kontrole ,przeprowadzone przez patrole złożone z ORMO.Żadna nie zakwestionowała wagi okazywanego przeze mnie „dokumentu”.W Opolu przeszedłem kilka razy ulicą . Książąt Opolskich ,ustalając usytuowanie gmachu siedziby biskupa i czy z sąsiadujących z Kurią budynków nie wycelowane są na jej wejście kamery filmowe .Z duszą na ramieniu zawisłem na klamce i wbiegłem do sieni, krzycząc do pytającej mnie za czym przybyłem zakonnicy, że ja w sprawie internowanych .. Siostra wtedy otworzyła elektrycznym przyciskiem drzwi do środka .Wtedy poczułem się bezpieczny. Pierwszy przyjął mnie Ks.Sitek wysłuchał, popatrzył w oczy i zaprowadził do ks.biskupa Antoniego Adamiuka .Ks .biskup spokojnie wypytywał mnie o internowanych w Branicach i o sytuacji ich rodzin ,częstując mnie przy tym przeraźliwie twardymi pierniczkami .Interesowało go również co zamierzam robić dalej .Przedstawiłem mu plan ,że przez struktury Stronnictwa Demokratycznego do którego wtedy należałem będę się upominał o informacje i poprawę losu internowanych .Ks.biskup zaaprobował tego rodzaju działanie i polecił mi przyjechać jeszcze raz do Opola za parę dni .Kiedy się u niego ponownie pojawiłem to wręczył mi listę osiemdziesięciu paru internowanych przetrzymywanych w więzieniu w Opolu .W tym samym mniej więcej czasie obradowało plenum wojewódzkie SD na które jakoś się dostałem i w trakcie obrad tego komitetu ujawniłem to ,że internowani nie są zgromadzeni w ośrodkach wypoczynkowych ,ale siedzą w więzieniu w Opolu .Moje wystąpienie zrobiło na zebranych olbrzymie wrażenie .Na koniec wręczyłem imienny spis internowanych z woj.opolskiego działaczy pani poseł prof. D.Simonides .
Stanisław Wodyński Branice
|
||||



