Statystyka

Odsłon : 142743
www.wodynski.info Wspomnienia o Stanie Wojennym
Wspomnienia o Stanie Wojennym
PDF Drukuj Email
Wprowadzenie stanu wojennego w Branicach odbyło się nad ranem 13 grudnia 1981 roku  w ten sposób, że ekipa przybyłych z Głubczyc  funkcjonariuszy SB w towarzystwie miejscowego milicjanta Homeniuka – zabrała z domu ok. godz. 2 Antoniego Junoszę Szaniawskiego  a także Ryszarda Krynickiego. Zszokowanym  gwałtownym najściem  w nocy i wyprowadzeniem  mężów  i ojców rodzinom  - nie udzielano żadnych informacji .
Wprowadzenie stanu wojennego w Branicach odbyło się nad ranem 13 grudnia 1981 roku  w ten sposób, że ekipa przybyłych z Głubczyc  funkcjonariuszy SB w towarzystwie miejscowego milicjanta Homeniuka – zabrała z domu ok. godz. 2 Antoniego Junoszę Szaniawskiego  a także Ryszarda Krynickiego. Zszokowanym  gwałtownym najściem  w nocy i wyprowadzeniem  mężów  i ojców rodzinom  - nie udzielano żadnych informacji .Córka  dr A.Junoszy-Szaniawskiego  Agnieszka ,która teraz jest również tak jak  ojciec wziętym psychiatrą  w Warszawie – wyślizgnęła  się  rewidującym mieszkanie  przy okazji internowania ojca sbekom przez okienko w piwnicy i brnąc w koszuli nocnej na bosaka po  śniegu dotarła do mojego domu. Nie miałem zupełnego pojęcia co się dzieje ,ale  niezwłocznie  przez  telefon wewnętrzny  szpitala ,który nie został ,tak jak linie telefoniczne  wyłączony    - powiadomiłem dyrektora szpitala  dr Kazimierza Mielczarka .Umówiliśmy się   że zaraz  spotkamy  się w  domu dra Szaniawskiego .Biegnąc tam   w największym podnieceniu  w połowie drogi , jednak zawróciłem  po dowód osobisty .I to prawdopodobnie  uratowało mnie  od spotkania z  dokonującą  internowania ekipą ,ponieważ jak tam przybiegłem  - sbecji  już nie było .Wkrótce  pojawił się  dyrektor  z którym uzgodniliśmy, że razem pójdziemy na posterunek milicji ,żeby się coś dowiedzieć .Jednocześnie w trakcie z nim  rozmowy  cały czas  - wydzwaniałem do znajomych działaczy „Solidarności”  wzywając ich do stawiennictwa się  w szpitalu .Na posterunku  MO w Branicach  zastaliśmy przerażonego i tak na oko ,trzeźwiejącego  dopiero co   komendanta, który  nic kompletnie  w sytuacji się nie orientował .Wróciliśmy   wtedy znowu do domu skąd aresztowano mi przyjaciela  i stamtąd ,wiedząc już wtedy ,że telefony zewnętrzne są wyłączone ,poprzez linię szpitalną  zawiadamialiśmy o fakcie jego zatrzymania ,każdego kogo się dało – prosząc o przybycie do szpitala .Wtedy uważaliśmy ,że najważniejszym  naszym zadaniem  w zaistniałej sytuacji  jest powiadomienie Zarządu Regionu „Solidarności” w Opolu  oraz niezwłoczne przystąpienie do akcji protestacyjnej  w tym przypadku strajku okupacyjnego w szpitalu. W pracowni plastycznej  ,którą wtedy kierowałem zaczęliśmy  przygotowywać  plakaty i transparenty informujące o bezprzykładnej prowokacji służby bezpieczeństwa  .Miałem też  tam  nagromadzone  z innych  akcji  flagi  białoczerwone po które , co raz ktoś przybywał .Poleciłem obudzić również kierownika  kolumny transportu sanitarnego , jedynej jednostki szpitala dysponującej łącznością radiową  .W eterze  też było głucho !O godz. 5  pisemną informację  o wydarzeniach  wręczyliśmy  kierowcy pierwszego autobusu PKS ,który wyjeżdżał z Branic do Opola .W trakcie malowania  transparentu  usłyszałem  ogłaszającego o 6 rano stan wojenny  przez radio  Jaruzelskiego. Wtedy  - zgodnie z instrukcją  wydaną prze  Region Dolnośląski  na wypadek wprowadzenia stanu wyjątkowego  - zacząłem flagi  i transparenty  ludziom zabierać  - informując ich jednocześnie  o tym, żeby się niezwłocznie  udali do  swoich domostw, że prowadzenie  teraz akcji protestacyjnej  nie ma najmniejszego sensu,  może spotkać się ze straszliwym odwetem  z  niewspółmierna do aktów sprzeciwu represją . Opuściliśmy  szpital rozpraszając się  zgodnie z dyrektywą . W Branicach  na ulicach  pojawiły się  patrole złożone z  indywidum z pod ciemnej gwiazdy, odzianych najprzeróżniejsze mundury ,ORMO ,rezerwy wojskowej  itp. Niejaki  L.Grajewski paradował w  galowym uniformie  oficera MO, bodajże kapitana  ,co było rangą dotąd  u nas  nie oglądaną . Jednak w południe ,pod ciśnieniem wydarzeń  postanowiono  zebrać w  budynku administracji  szpitala Komisję Zakładową  Solidarności .Na to spotkanie zostałem  zaproszony przez osoby  z których jedna –  później zrobiła  „karierę” jako funkcjonariusz gminnego komitetu PZPR. Byłem przeciwny takiemu zebraniu – instrukcja z Wrocławia  wyraźnie  zabraniała tego rodzaju  aktywności ,która tylko narażała ,dekonspirowała  działaczy – ułatwiała  pracę  sbekom .Poszedłem jednak na to spotkanie  i w sposób zdecydowany  nawoływałem do rozejścia się  i niszczenia dokumentacji związku  ,tak aby nie mogła być wykorzystywana przeciwko jego członkom .Z trudem udało się mi  o tym przekonać przewodniczącego  i innych członków  prezydium  komisji ,ale w końcu wybiłem  im z głowy  „zamykanie się  w formie protestu na oddziałach z najbardziej niebezpiecznymi pacjentami psychiatrycznymi”, barykadowanie w  kościele  itp. Po 40 minutach  wzajemnego przekrzykiwania się i oskarżania o kolaborację ,tchórzostwo itp. – nawet w lekkim popłochu  ewakuowaliśmy się z budynku dyrekcji. Rozpisałem się  o tym spotkaniu w dniu 13 grudnia 1981 r dlatego, że  miało ono dwa tygodnie później  swoisty  ciąg dalszy .Była to także niedziela  - zjechała wtedy  na posterunek  milicji  w Branicach  specjalna  grupa cywilnych funkcjonariuszy i rozpoczęła  -intensywne  dochodzenie  ,którego celem było wyjaśnienie  czy  spotkanie  w dyrekcji  szpitala w dniu 13 grudnia  1981  naruszyło rygory stanu wojennego, czy też nie  ,czy  uczestniczącym w spotkaniu osobom, a było ich  tam wtedy z 11 działaczy można by było postawić zarzut ; prowadzenia  nielegalnej działalności ? .Kogo zamknąć  jeszcze ?.Specgrupa milicyjna  kolejno  wzywała na komendę   wszystkich  uczestniczących w owym zebraniu. Mieli oni  nawet zadanie – informowania siebie nawzajem ,kto teraz ma być przesłuchiwany .Moi koledzy  byli porządnie wystraszeni ,  przed pójściem na posterunek pojawiali się   u mnie w mieszkaniu ,żeby  się naradzić. Po powrocie  z przesłuchania  również  ,żeby zdać sprawozdanie z tego jak przebiegało ..Trwało to dobrych parę godzin .Przesłuchujący  pytali  szczególnie  o to ,jak ja się zachowywałem i co mówiłem .Byłem więc  przekonany ,że mnie zamkną .Żonę poprosiłem żeby   spakowała  trochę bielizny na zmianę  zapas tytoniu i kilka fajek  a sam  postanowiłem się zdrzemnąć .Ostatni przede mną przesłuchiwany  przyszedł z taką rewelacją – że ekipa  się już z posterunku  MO zabrała .Byłem jedyną osobą ,której wtedy nie wezwali .Wyglądało  na to, że  w składzie  przesłuchujących  nie było  aż takich wielkich  gorliwców ,żeby  pozbawiać  chorych psychicznie  przebywających w szpitalu w Branicach  opieki – zamykając  pracowników ,tylko za to że się  na krótko  w samo południe 13 grudnia spotkali. Inna sprawa, że  przy okazji przesłuchania zastosowano  wyrafinowaną  metodę  - każąc  przesłuchiwanemu  napisać własnoręcznie o tym  co się pod czas tego spotkania  działo i o czym mówiło .Mimo moich ostrzeżeń  - wszyscy  co do jednego takie notatki przesłuchującym  sporządzili ,starając się nawet  o to ,żeby pisane przez nich  teksty  były jak najczytelniejsze .Z perspektywy minionego ćwierczwiecza ,obserwując  zachowania  późniejsze  niektórych  tych ,którzy wtedy byli przesłuchiwani  - z całym przekonaniem mogę stwierdzić ,że  owe  z pozoru niewinne i w gruncie rzeczy nieszkodliwe  - własnoręcznie sporządzone opisy  zebrania  w dniu 13 grudnia 1981 r . służyły do szantażu  i deprawacji ,miały złowieszczy wpływ na  całe późniejsze ich  życie . W trzecim dniu stanu wojennego ,we wtorek  - poinstruowany przez  swojego proboszcza śp.ks.R.Szwarca  o tym gdzie się mieści Kuria  Diecezjalna  udałem się  ,wychodzącym z Branic o 5 rano autobusem  do Opola. Obowiązywała  już wtedy godzina policyjna  i zakaz przemieszczania się obywateli bez zgody komisarzy  wojskowych  wprowadzonych do każdej gminy i większego zakładu ,więc  spreparowałem  ,mając do dyspozycji pieczątkę Komitetu Gminnego Stronnictwa Demokratycznego  dokument  „wzywający  wszystkie władze cywilne  i wojskowe do ułatwienia mi podróży do Opola w ważnych dla SD  sprawach”  .W trakcie jazdy odbyły się trzy kontrole ,przeprowadzone przez  patrole złożone  z ORMO.Żadna nie zakwestionowała  wagi okazywanego przeze mnie „dokumentu”.W Opolu przeszedłem kilka razy ulicą . Książąt Opolskich ,ustalając  usytuowanie  gmachu siedziby  biskupa  i czy z sąsiadujących z  Kurią budynków  nie wycelowane są  na jej wejście  kamery  filmowe .Z duszą na ramieniu zawisłem na klamce i wbiegłem do sieni, krzycząc do  pytającej  mnie   za  czym przybyłem zakonnicy, że ja w sprawie  internowanych .. Siostra wtedy  otworzyła  elektrycznym przyciskiem  drzwi  do środka .Wtedy poczułem się bezpieczny. Pierwszy  przyjął mnie  Ks.Sitek wysłuchał, popatrzył  w oczy  i zaprowadził do ks.biskupa  Antoniego Adamiuka .Ks .biskup  spokojnie  wypytywał mnie o internowanych w Branicach i o sytuacji ich rodzin ,częstując mnie przy tym  przeraźliwie twardymi pierniczkami .Interesowało go również co zamierzam robić  dalej .Przedstawiłem  mu  plan ,że przez struktury Stronnictwa Demokratycznego do którego wtedy należałem  będę się upominał o  informacje i poprawę losu internowanych .Ks.biskup zaaprobował  tego rodzaju działanie  i  polecił mi  przyjechać jeszcze raz do Opola za parę dni .Kiedy się u niego ponownie pojawiłem to  wręczył mi  listę  osiemdziesięciu paru  internowanych  przetrzymywanych  w więzieniu w Opolu .W tym samym mniej więcej czasie  obradowało  plenum wojewódzkie  SD na które jakoś się dostałem  i w trakcie obrad  tego komitetu  ujawniłem  to ,że internowani nie  są zgromadzeni w ośrodkach wypoczynkowych ,ale siedzą  w  więzieniu w Opolu .Moje wystąpienie zrobiło na zebranych  olbrzymie wrażenie .Na koniec wręczyłem  imienny spis  internowanych z woj.opolskiego działaczy  pani poseł  prof. D.Simonides .

Stanisław Wodyński Branice