Menu witryny

Moje strony

Statystyka


Warning: Creating default object from empty value in /home/serwer5/ftp/wodynski/modules/mod_stats/helper.php on line 106
Odsłon : 152574
Drukuj

Wschodnia Misja Miłosierdzia ?wyruszyła 18 maja z Głubczyc 20 letnim samochodem mr-ki  VWagen Caravella Camper. Celem  misji było w ramach pomocy humanitarnej, założenie w  Mariampolu na Ukrainie  - wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego. Na początek załadowano do samochodu   7 wózków inwalidzkich ,5 balkoników ułatwiających chodzenie,24 szt. kul łokciowych ,3 szt. nakładek sedesowych .Podróż przebiegała sprawnie ,poprzez  przejście  graniczne w Krakowcu .Widok dwóch starszych panów , w równie wiekowym pojeździe, wypełnionym darami dla najbardziej potrzebujących  na Ukrainie ? budził powszechną sympatię u funkcjonariuszy  granicznych i policji. Misja została wywołana , zaproszeniem Stowarzyszenia  Wspólnota Mariampolska na  Diecezjalną Konferencję Kapelanów Szpitalnych obrządku greko-katolickiego ,która odbyć się miała 21 maja ,a poświęcona była problemom duszpasterstwa  wśród chorych terminalnych ,wymagających opieki paliatywnej.

Wraz z przyjacielem doszliśmy do wniosku, że nie wypada ? pojechać do Mariampola z pustymi rękoma ? stąd  zrodził się pomysł  z wypożyczalnią sprzętu rehabilitacyjnego. Udało się nam pozyskać , używany wprawdzie , ale w dobrym, nadającym do dalszego wykorzystania  sprzęt, który przez stronę ukraińska został przyjęty z wdzięcznością  .Wypożyczalnia będzie funkcjonować w ramach przychodni  tamtejszego ośrodka zdrowia .W tej placówce mieści się też 20 łóżkowy szpital ? panują w nim bardzo trudne warunki. Rozpoznając potrzeby  - na pierwszym miejscu umieściliśmy  łóżka szpitalne ,przystosowane do pielęgnacji  obłożnie chorych, a także sprzęt diagnostyczny.15 łóżek  z  przeciwodleżynowymi materacami już mamy! Mamy obietnicę pozyskania w Niemczech  aparatu EKG  i  ultrasonografu ,przydałby się jeszcze zestaw do wspomagania oddychania tlenem   i ratowniczy typu ambu,  itp. Będą przyjęte z największą wdzięcznością koce, poduszki ,prześcieradła? Teraz naszym zadaniem jest  doprowadzenie pozyskanego sprzętu do pełnej sprawności technicznej i zorganizowanie transportu .Do Mariampola tam i  z powrotem  - jest 1600 km.

 

II konwój "Wschodniej Misji Miłosierdzia" powrócił już szczęśliwie do domu ,dzięki miedzy innymi - pozytywnej energii wytwarzanej przez tych,którzy kibicowali nam w wyprawie, za co - od razu,na samym początku relacji dziękuję!!! Nie udało się nam wprawdzie pokonać bariery nieżyczliwości ,stworzonej przez funkcjonariuszy państwa,które tak za bardzo o swoich obywateli nie dba, ale za to uruchomiliśmy cały łańcuch ludzi dobrej woli,którzy w przeświadczeniu o szlachetności naszych intencji - w trudnych chwilach nam pomagali. Jak się bowiem okazuje - nie jest ani łatwo,ani prosto na Ukrainie robić dobre uczynki. Dzieki uprzejmości Straży Granicznej ,która na przejściu w Medyce przeprawiła nasz konwój, poza dosyć długą kolejką, oczekujących na pokonanie kordonu samochodów - byliśmy na granicy z Ukrainą w sobotę w samo południe . Mając w pamięci,zeszłoroczny wyjazd,kiedy to bez specjalnych problemów odało sie nam wwieź na Ukrainę sprzęt rehabilitacyjny ,który trafił do Mariampola na Dniestrem ,do tamtejszej wypożyczalni ,utworzonej przy ośrodku zdrowia - byliśmy przekonani,że transport z pomocą humanitarną skierowaną do publicznych placówek zdrowia na Ukrainie ,będzie tak jak poprzedni - zwolniony z cła. Niestety celnicy ukraińscy nie chcieli się na to zgodzić.Na nic sie zdały rozmowy z nimi. Byli wyraźnie , w stosunku do zeszłego roku usztywnieni. W tej sytuacji postanowiliśmy z konwojem, złożonym z samochodu osobowego i ciężarowego wrócić do Polski. Jednak determinacja w realizacji celu,jakim jest udzielenie pomocy tamtejszemu społeczeństwu, podsunęła nam pomysł - zamagazynowania wiezionego sprzetu i aparatury ,jak najbliżej granicy i podjęcia działań, pokonujących niespodziewaną przez nas przeciwność . Wtedy z pomocą przyszedł nam ksiądz proboszcz z Krasiczyna ,który skontaktował nas z księdzem dyrektorem "Caritasu" diecezji przemyskiej.Dzieki czemu udało się nasz ładunek -zdeponować w strzeżonym magazynie . Mogliśmy zatem znowu wrócić na przejście graniczne w Medyce, już tylko samochodem osobowym i po przybyciu do Złoczowa zawiadomić beneficjentów naszej Misji o kłopotach na granicy. Zgodnie z naszymi przewidywaniami ,naczelny lekarz tamtejszego szpitala - podjął się zadania ,uzyskania zwolnienia z opłaty celnej za sprzet i aparaturę , przez nas przekazywaną i samodzielnego odebrania transportu zdeponowanego w Przemyślu .Następnie, poprzez Brzeżany,Monastrzyska i Uście Zielone dotarliśmy do kolejnego miejsca,dokąd mieliśmy dostarczyć sprzęt i aparaturę - do Mariampola.W tamtejszym bowiem małym szpitalu- utworzony został oddział paliatywny,który jest również celem naszych działań zmierzających do poprawy warunków leczenia i opieki nad terminalnie chorymi. Z satysfakcją stwierdziliśmy,że sprzęt przez nas dostarczony w zeszłym roku jest właściwie wykorzystywany .Ustaliliśmy również ,że w związku z nieprzychylnym ( mamy nadzieje ,że chwilowo) traktowaniem nas przez tamtejszych funkcjonariuszy granicznych - nasza dalsza pomoc skupi się na pomocy w zaopatrzeniu ,tamtejszej placówki w szczególnie w leki przeciwbólowe ( nawet te,dostępne u nas bez recepty) i opatrunkowe. Pociesza nas myśl, iż łatwe spełnianie dobrych uczynków ,tym uczynkom na dobre nie wychodzi.

 

"W kwietniu tego roku pojechali drugi raz, tym razem z całą ciężarówką używanego sprzętu medycznego z zaprzyjaźnionej kliniki z Niemiec. Trochę leciwe, ale sprawne aparaty usg., cyfrowy przewoźny rentgen i inne wyposażenie. - Na granicy celnicy zażądali od nas łapówki - opowiada Wodyński. - Tam teraz panuje jakaś atmosfera końca świata, każdy chce coś zagrabić dla siebie. Za Juszczenki bardziej pilnowano łapówkarstwa. Powiedziałem sobie kolejny raz, że nie po to jadę na Ukrainę, żeby ich psuć. Uparłem się i cofnąłem transport do Przemyśla. Złożyliśmy sprzęt w magazynie pożyczonym od Caritasu. Z domu w Branicach przez skype i internet Wodyński dał znać dyrektorowi szpitalika w Mariampolu, że towar został przed granicą. Niech sobie sam załatwi przewóz. Przeliczył się. Dyrektor szpitala przysłał tylko do Polski "bumagę", dokument zezwalający na wjazd na Ukrainę z darami bez opłat celnych. Wodyński z trudem wyszukał kolejną ciężarówkę z Przemyśla, bo tam nikt nie kwapi się jechać na Wschód. W czerwcu jeszcze raz ruszył do Mariampola. Akurat trwało piłkarskie Euro. W Medyce ukraiński celnik obejrzał "bumagę", a potem zaczął wysyłać Wodyńskiego po kolejne zgody, pieczątki, pozwolenia. Upał, żar się leje, Wodyński z krótkich spodenkach biega po całym urzędzie, ale udaje, że nie widzi otwartej do połowy szuflady pod brzuchem ważnego urzędnika. Co chwila jakiś inny petent dyskretnie wrzuca "coś" do szuflady i zaraz znika, załatwiwszy sprawę. - Ja nie dałem - wyznaje uparty mieszkaniec Branic. W końcu celnik pękł. Zaplombował ciężarówkę i kazał im jechać na odprawę wewnątrz kraju w Brodach. " Czytaj więcej: http://www.nto.pl/magazyn/reportaz/art/4512337,zwariowana-misja-wodynskiego-na-ukrainie,id,t.html