Symboliczna mogiła pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów
W
Pieniakach,
miejscowości położonej obecnie w województwie lwowskim, w powiecie brodzkim 24
czerwca br. uczczono pamięć zamordowanych wiosną 1944 r. Wandy, Michała, Danuty
Wolaninów. Przybyli z Polski ich wnukowie przywieźli ze sobą krzyż z tablicą
-epitafium.
Pojawienie się Polaków pod bardzo zaniedbanym kościołem w miejscowości leżącej w paśmie Woroniaków, będącej ongiś siedzibą wspaniałej rezydencji, majątku, który w posagu wniosła wychodząc za mąż za Włodzimierza Cieńskiego córka hrabiego Dzieduszyckiego - wzbudziło olbrzymie zainteresowanie tamtejszych mieszkańców. Część z nich dobrze pamiętała czasy przedwojenne, wspominali moja mamę, która ich uczyła, a co najważniejsze - z pełnym zrozumieniem odnieśli sie do inicjatywy uczczenia pamięci pomordowanych, postawieniem krzyża w obrębie remontowanego obecnie kościoła. W Pieniakach nie ma katolików, żeby uchronić kościół przed całkowitym zniszczeniem - świątynia została przekazana grekokatolikom. Mają oni wprawdzie swoją Cerkwię, która przetrwała czasy komunizmu, jako jedyny element kompleksu pałacowego (wszystko inne zostało tam doszczętnie zniszczone), ale jest ambicją Władyki z Żółkwi przynajmniej zabezpieczyć budowle przed dalszą rujnacją.
Władzę świecką reprezentował tamtejszy wójt pan Mikołaj a duchowną, wezwany przez niego pieniacki batiuszka - ojciec Bogdan. Ksiądz jako gospodarz terenu wyznaczył dla krzyża najbardziej godne miejsce (obok wzniesionego przez grekokatolików, dla upamiętnienia przekazania im świątyni dużego krzyża).
Michał Wolanin był kierownikiem gorzelni i na jej terenie został zamordowany, jego żona, siostra mojego ojca Wanda wraz z 11 letnia córeczką Danusią została zabita kilka dni potem. Dotąd nie wiadomo gdzie zostali pochowani. Miejsce na którym stoi przywieziony z Polski krzyż jest odtąd ich symboliczna mogiłą. Odmówiliśmy modlitwy za spokój ich duszy, modlił sie z nami ukraiński ksiądz i ukraiński urzędnik samorządowy, modlili sie też i inni mieszkańcy Pieniak.