Menu witryny

Moje strony

Statystyka


Warning: Creating default object from empty value in /home/serwer5/ftp/wodynski/modules/mod_stats/helper.php on line 106
Odsłon : 152589
Moja genealogia kresowa Drukuj

Im człowiek jest starszy, tym chętniej zagłębia się w przeszłość. Projektorem pamięci wyświetla sceny ze swego życia, przywołuje do istnienia wizerunki osób najbliższych. Klatki wspomnień są już wprawdzie wyblakłe, niekiedy trzeba je mozolnie sklejać, nawet fabułę zmieniać jeśli odnajdzie się coś, co pozwala, a nawet zmusza do nowego spojrzenia na to, co nam się wydawało znane dotąd z osobistego doświadczenia.

Maria ze Szczęsnowiczów WodyńskaMoje dzieciństwo upłynęło w PRL-u. Od samego początku było naznaczone przyciszonymi rozmowami rodziców, odwiedzinami nieznanych nam osób, które albo były dalszymi krewnymi, powinowatymi albo uczennicami mamy, i w drodze na Ziemie Odzyskane, jak wtedy się mówiło, pojawiały się w naszym mieszkaniu w Wadowicach. Miałem ja i moje siostry jak najmniej wiedzieć. Nie pytać, nie dociekać. Potem ojciec umarł. Osamotniona mama z trójką małych dzieci,rzucona przez zawieruchę wojenną w zupełnie obce środowisko wymazała z pamięci wszystko to co już było, to co się w socjalistycznej rzeczywistości już nie liczyło, było, minęło ,nie wróci. Liczyła się tylko walka o każdy dzień następny, o teraźniejszość. Jak przetrwać, nakarmić, ubrać, potem jak nas wykształcić. Zabroniono mamie, absolwentce Seminarium Nauczycielskiego we Lwowie pracować w szkole ,zmuszono ją do mycia podłóg w szpitalu. Uprawnienia emerytalne uzyskała mama ,jak miała 75 lat, wcześniejsza jej praca w II R.P. się nie liczyła. Mimo, że Pan Bóg wynagrodził jej heroiczne wysiłki siedmiorgiem wnucząt nasza, świętej pamięci mama cały czas żyła teraźniejszością i przyszłością, a to co było zostało jak palimpses wymazane z jej pamięci. Więcej mogłem się dowiedzieć o historii rodziny ?po mieczu? od kuzynów ze strony ojca. Kądziel jawiła się osamotniona, porzucona przez wszystkich.

Stanisława Bazalukowa Dr Mikołaj Bazaluk

Dziadkowie

Jednak czepiając się rzuconego kiedyś okruchu wspomnienia mamy, iż panna Szczęsnowiczówna miała kuzynów, poetów Strzetelskich, dotarłem do wytrawnego historyka swojej rodziny doktora Piotra Strzetelskiego z Krakowa. W tym momencie otworzyła się jak książka moja genealogia kresowa! Początkowo Piotrowi, który miał wszystko bardzo starannie wywiedzione w postaci rozbudowanego drzewa do ósmego, a nawet dziewiątego pokolenia wstecz, trudno było zgłoszoną przeze mnie parantelę zaakceptować. Z tymi poetami, też był kłopot. Literaturą w tej zacnej rodzinie, której przedstawiciele parali się w większości zajęciami związanymi z przyrodą zajmowała się dotąd tylko jedna z ciotecznych praprababek Piotra, siostra jego prapradziadka Artura Strzetelskiego, ?sawantka z Topolnicy?, Olimpia Zofia Grynberg, spoczywająca na cmentarzu łyczakowskim we Lwowie. Ale przecież kiedy dopasowaliśmy do tej romantycznej wizji naszej mamy poetyzującego, w dodatku niezwykle elegancko ubranego młodzieńca Stanisława Strzetelskiego, starszego od naszej mamy o 8 lat, obiecującego już wtedy dziennikarza, wszystko zaczęło się jak w puzzlach układać. Brakowało jednak najważniejszego ogniwa, cały czas NN była tą ze Strzetelskich, która wyszła za mojego nieznanego z imienia pradziadka Czajkowskiego.

Herb Jelita
Herb Herb Niezgoda

Doktor Piotr już oswoił się z moim ?kuzynostwem?, nawet przez grzeczność w drzewie zaznaczył gałązkę, jednak bardziej w tym wypadku kierował się intuicją niż faktami. Po kilku, czynionych bez powodzenia próbach spotkania się, a to na spływie Dniestem, a to w Krakowie, osobiście zetknęliśmy się dopiero w Mariampolu na Ukrainie. Piotr miał wtedy nade mną przewagę spotkania w Stanisławowie z kuzynostwem tam zamieszkałym i na powitanie podarował mi prababkę! Wincentynę Strzetelską - córkę brata jego praprapra dziadka Erazma Strzetelskiego ? Ignacego juniora. I tak z enigmatycznego z korespondencji ?kuzyna? stałem się solidnie umocowanym trzeciorzędowym, ciotecznym wujem Piotra! Przyspawanym genealogicznie do 1761 roku, w którym to urodził się nasz wspólny protoplasta Ignacy Franciszek Strzetelski, starosta trembowelski.

drzewo genealogiczne

Ta nasza, wspólna już teraz, sięgająca w daleką przeszłość ekspedycja na Ukrainę obfitowała w bardzo wzruszające momenty. Mieszkając u zaprzyjaźnionego ze mną od z górą 10 lat Gieńka Beregina w Mariampolu byliśmy bowiem bardzo niedaleko od ?matecznika? Strzetelskich - Uścia Zielonego, ongiś nawet siedziby starostwa, ważnego dla tamtych terenów położonych na Dniestrem centrum administracyjnego, w którym to kanoniczne rządy w tamtejszej parafii w latach osiemdziesiątych XIX wieku pełnił ksiądz Rafał Strzetelski, jeden z sześciu braci Ignacego Juniora.

Przy kościele pod wezwaniem św. Trójcy znajduje się rozległy dworek, w którym mieściła się plebania. W nim to mogła się urodzić w 1904 roku moja mama! Postać księdza Rafała Strzetelskiego miała wielkie znaczenie dla rodziny. Tamtejszy cmentarz pokrywają nagrobki z inskrypcjami proszącymi o modlitwę za Strzetelskich lub Strzetelskie de domo. Zupełnie zachowane w dobrym stanie, jak na warunki panujące na Ukrainie. Czakramy familijne przyciągające magnetyczną siłą nawet po upływie ponad stu pięćdziesięciu lat! Odkrywane przez nas dosłownie spod warstw zmurszałego drzewa, poprzerastanego mchu, ukryte w gąszczu rosnących burzanów. Dziwne a zarazem jakże swojskie miejsce. W sztafecie przekazującej geny, byliśmy żywymi ich nośnikami, ja dobiegający już do mety, Piotr w kwiecie i sile wieku. Wtedy zaczęła mi dźwięczeć w uszach przejmująca fraza znanej polskiej pieśni: ??Ta ziemia do Polski należy. Choć Polska daleko jest stąd??.

Ukraina - Mariampol Łączą nas więzy krwi
Wspólnie szukamy naszych korzeni Wspólnie szukamy naszych korzeni
Pielgrzymka do Mariampola

Nazajutrz dołączył do nas przybyły ze Stanisławowa Bogdan Marytchak, który jest tak jak i ja dla Piotra jego trzeciorzędowym wujem, a moim kuzynem. Mieliśmy bowiem wspólnego prapradziadka Ignacego juniora, a nasze prababki były siostrami! Franciszka Ksawera Strzetelska, prababka Bogdana, wyszła za mąż za kierownika szkoły w której również nauczała, Rusina o nazwisku Deputat. Z tego związku przyszła na świat babka Bogdana - Stanisława, która wyszła za mąż za profesora gimnazjalnego c.k. Mikołaja Bażałuka. Państwo profesorostwo miało troje dzieci, jednym z nich była mama Bogdana ? Joanna Helena. Jak i inne kobiety w rodzinie, a raczej już można mówić w rodzie, była nauczycielką. Zaszczepiła jednak Bogdanowi znajomość mowy i tradycji przodków, bo jak sam ze wzruszeniem mówił ??w moim rodzinnym domu czwartek był dniem polskim, w którym wszyscy domownicy mówili wyłącznie po polsku??. Zmarła w 1988 roku mama Bogdana pozostawiła mu również zarys drzewa genealogicznego, wywodzącego pochodzenie od małżeństwa Ignacego juniora Strzetelskiego h. Niezgoda z Apolonią Borzemską h. Jelita.

Spotkaniem ze mną Bogdan szczególnie był podekscytowany, przecież według posiadanych przez jego mamę informacji zostaliśmy w 1944 roku w Ponikwi koło Brodów wszyscy zamordowani przez ukraińskich nacjonalistów. Cała zaś rodzina Marii, córki Ireny z Czajkowskich Szczęsnowiczowej, a wnuczki Wincentyny Strzetelskiej, była przez te wszystkie lata przez nich opłakiwana. Nie było nas wśród żywych, nasza gałąź drzewa genealogicznego dla nich uschła! Fama tragedii jaka dotknęła rodzinę siostry mojego ojca Wandy Wolaninowej, która wraz z mężem i córką została przez banderowców zamordowana w Pieniakach, została nam przypisana.

Z odmętów rzezi wołyńskich wydostaliśmy się jednak żywi i dopiero teraz po upływie prawie siedemdziesięciu lat odnaleźliśmy się na nowo. Na Ukrainie, w słoneczny dzień, uczestnicząc w pielgrzymce rodzin greko-katolickiej diecezji stanisławowskiej do łaskami słynącego grodu Maryi, Matki Jezusa - Mariampola.