Statystyka

Odsłon : 142747
www.wodynski.info Fartuch z kieszenią
Fartuch z kieszenią Drukuj

W Głubczycach spytano w anonimowej ankiecie, który z lekarzy bierze łapówki

Zarząd starostwa powiatowego w Głubczycach w Opolskiem postanowił zapytać mieszkańców powiatu, czy to prawda, że lekarze z miejscowego szpitala biorą łapówki. Pacjenci wypełnili już kilkaset ankiet, ale na razie nie wiadomo, co w nich napisali. Lekarze twierdzą, że zostali osądzeni i skazani jeszcze zanim przedstawiono im akt oskarżenia.

W Głubczycach spytano w anonimowej ankiecie, który z lekarzy bierze łapówki

Zarząd starostwa powiatowego w Głubczycach w Opolskiem postanowił zapytać mieszkańców powiatu, czy to prawda, że lekarze z miejscowego szpitala biorą łapówki. Pacjenci wypełnili już kilkaset ankiet, ale na razie nie wiadomo, co w nich napisali. Lekarze twierdzą, że zostali osądzeni i skazani jeszcze zanim przedstawiono im akt oskarżenia.

Nadzorujący służbę zdrowia członek zarządu powiatu Stanisław Wodyński twierdzi, że o głubczyckim szpitalu od pewnego czasu mówiło się coraz gorzej. – Do zarządu docierały informacje, iż zwłaszcza na jednym z oddziałów szpitala leczenie uzależnione jest od tego, czy wręczy się łapówkę w odpowiedniej wysokości – mówi. – Ludzie narzekali, że zmienił się ustrój, ale obyczaje w szpitalu nie. A na to naszej zgody nie ma. Dlatego zarząd starostwa podjął decyzję o przeprowadzeniu wśród mieszkańców powiatu ankiety. Ankieta jest anonimowa, żeby nikt z respondentów nie bał się później pójść do jedynego w powiecie szpitala.

Zwykły bolszewizm

Dla lekarzy z głubczyckiego szpitala jest oczywiste, że ankieta nie może wypaść dla nich dobrze. – Jeśli ktoś będzie zadowolony z opieki w szpitalu, uzna po prostu, że tak powinno być – mówi dr Janusz Bereska, ordynator pediatrii. – Jeśli będzie niezadowolony, bo na przykład nie dostanie zwolnienia, to napisze, że ten i ten lekarz wziął od niego łapówkę. I niewinny człowiek będzie musiał się tłumaczyć.

Urny, do których pacjenci wrzucają wypełnione ankiety, zostaną otworzone dopiero we wrześniu. Ale Stanisław Wodyński uważa, że akcja częściowo już spełniła swoją rolę, bo korupcja, ze zwykłego strachu, została zahamowana.

Ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Stanisław Polewka ocenia jednak, że ankieta zarządu to zwykły bolszewizm. Anonimowo można każdego oskarżyć o dowolne niegodziwości nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. – Namawianie ludzi do składania anonimowych donosów prowadzi do skundlenia społeczeństwa – mówi. – Jeśli są jakieś konkretne imienne zarzuty przeciwko mnie, to chętnie stanę przed komisją odpowiedzialności zawodowej, ale nie zgadzam się, żeby oskarżano mnie w taki sposób.

Starosta głubczycki Dariusz Kaśków w wywiadzie dla „Trybuny Opolskiej” stwierdził, że ankieta ośmieliła ludzi. Nie boją się już składać skarg na lekarzy.

Zasługa cicha i niegodne łotry

– Reakcja, z jaką spotkała się ankieta, jest histeryczna, choć pytania zostały sformułowane w sposób bardzo wyważony – mówi Wodyński. – Zapytaliśmy o to, o czym ludzie i tak mówią. Tyle że nieoficjalnie. Ja nie jestem nieoficjalny, więc musiałem zareagować.

Rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Opolu Danuta Henzler napisała, że Wodyński zastosował „metodę znaną i wielokrotnie testowaną od czasu polowań na czarownice”. W następnej kolejności – zdaniem rzeczniczki – urny Wodyńskiego staną w komendzie policji („poczta pantoflowa poinformuje o płatnych możliwościach odwrócenia uwagi stróżów prawa”), w prokuraturze i sądzie („gdzie zachodzą teoretyczne możliwości kupowania łagodnych wyroków”) oraz w szkołach („przeliczanie ocen na złotówki”). – Praktycznie w każdej instytucji, z wyjątkiem rzecz jasna starostwa powiatowego, bo przecież nikomu nie przyszłoby do głowy, że tam ktoś może brać łapówki za nadawanie przywilejów i zezwoleń – ironizowała rzecznik Henzler.

Lekarze uważają, że zostali osądzeni już poprzez samo brzmienie pytań. Czy miał Pan/i/ problemy z dostaniem się do szpitala? Czy przyjęcie do szpitala lub dalsze leczenie uzależnione było od korzyści materialnych? Jeśli tak, jakiego oddziału szpitalnego to dotyczyło? Czy uważasz, że takie postępowanie jest naganną patologią społeczną, którą należy zwalczyć? Pozostałe pytania ankiety: o ocenę szpitala, życzliwość w traktowaniu pacjentów, uprzejmość personelu, dostępność lekarzy, czas poświęcany przez pielęgniarki każdemu z pacjentów nikogo nie obeszły. „Trybuna Opolska” zatytułowała swoją informację: „Ankieta biczem na łapowników”. – To poniżenie, które znosić musi zasługa cicha od niegodnych łotrów – wiceordynator oddziału chorób wewnętrznych Aleksander Kosowski cytuje monolog Hamleta. – Łotrowie dobrze wiedzą, kogo mam na myśli.

Głowa pod gilotynę

Urny, do których można wrzucać ankiety, ustawione zostały w siedzibie starostwa, w dwóch aptekach i redakcji „Tygodnika Głubczyckiego”, który w jednym z numerów przedrukował treść ankiety. Szpital wcześniej ogłosił własną ankietę, w której pyta, jak pacjenci oceniają jakość świadczonych usług, więc konkurencyjnej urny nie wstawiano. – Ludzie przychodzą, wrzucają odpowiedzi i opowiadają, ile musieli dać dodatkowo za przyspieszenie badania albo zabiegu – mówi redaktor naczelny tygodnika Jakub Forystek. – Taksa wynosi od stu do tysiąca złotych.

Ludzie wrzucający ankiety w redakcji (– Tu nie muszą się bać, że zobaczy ich któryś z lekarzy – mówi Forystek) opowiadają o zasadzie, iż przed każdym zabiegiem trzeba przyjść „na konsultację” do prywatnego gabinetu lekarza albo o ordynatorze, który sam nagabuje chorych, żeby przysłali do niego kogoś z rodziny. O jednym z bardziej znanych w Głubczycach lekarzy pacjentka powiedziała, że kieszenie ma już naszyte wokół całego fartucha.

Zarząd z własnej woli włożył głowę pod gilotynę – mówi, oczywiście bez nazwiska, jedna z osób wrzucających ankietę do urny. – Nie wygrają, ale skłócą wszystkich ze wszystkimi.

Głubczycami rządzi koalicja AWS i Obywatelskiego Porozumienia Wyborczego, zajmująca większość wysokich stanowisk w mieście. Dyrektorem głubczyckiego Zespołu Opieki Zdrowotnej, któremu podlega szpital, jest szef RS AWS w powiecie i przewodniczący Rady Miasta Krzysztof Skowyra. Dlatego akcja powołanego przez AWS zarządu tak wszystkich zaskoczyła. Dyrektor Skowyra odmawia jednak odpowiedzi na pytanie o ocenę skutków ankiety dla szpitala. – Czy sądzi pan, że będę polemizować z przedstawicielami organu założycielskiego firmy, w której pracuję – odpowiada pytaniem na pytanie.

Kopniaki i ręce

Kiedy w lokalnych mediach pojawiły się pierwsze informacje o pomyśle starostwa, przewodniczący Komisji Ochrony Zdrowia w Radzie Powiatu Tadeusz Gauda podczas sesji rady demonstracyjnie odmówił podania Wodyńskiemu ręki. Padły słowa o łajdactwie i sądzie. Radny Gauda jest lekarzem w głubczyckim szpitalu. Gauda wspólnie z Janem Czajerkiem, przewodniczącym Rady Społecznej głubczyckiego ZOZ, napisali, że krucjata Wodyńskiego jest „pomówieniem opartym na plotkach”, a ankieta nie była konsultowana z nikim. – Lekarzom wymierzony został kopniak, który na pewno obróci się przeciwko szpitalowi – mówi Czajerek. – Jeśli starostwo miało jakieś informacje o łapówkach, mogło wezwać do siebie winnych i jakoś załatwić sprawę. Radny Czajerek należy do współrządzącej Głubczycami Partii Emerytów i Rencistów. W liście Gauda i Czajerek napisali jeszcze, że Wodyński walczy z wszystkimi już od dawna. Słowo „walczy” ujęli w cudzysłów. Wodyński rozpoczął boje z korupcją 10 lat wcześniej, gdy był wójtem podgłubczyckiej gminy Branice.

W 1990 r. wywiesił na tablicy w gminie ogłoszenie: „Osobę, która podrzuciła na balkonie mego mieszkania czarną plastikową torbę zawierającą: kaczkę – szt. 1, butelkę mołdawskiego koniaku – 0,5 l, 100 dolarów i 1 mln złotych (starych – M.U.) informuję, że powyższe dobra są do odebrania w Urzędzie Gminy w ciągu dwóch dni. Po upływie tego terminu kaczka ulegnie zniszczeniu, a pieniądze zostaną przekazane na cele charytatywne”. Na następny dzień „osoba” zgłosiła się i pokwitowała odbiór swoich rzeczy.

Dobro szpitala

Głubczycki szpital nie ma w ostatnim okresie dobrej prasy. Jednego z ginekologów prokuratura oskarżyła o wadliwie przeprowadzony zabieg usunięcia martwego płodu, co stanowiło zagrożenie dla zdrowia matki. Przeciwko temu samemu lekarzowi toczy się także postępowanie w sprawie o niedokonanie na czas cesarskiego cięcia; w efekcie dziecko zmarło. W ubiegłym roku złamanie nadgarstka u jednego z pacjentów skończyło się amputacją ręki, bo pod gipsem zaatakowała ranę gangrena. Teraz wszyscy mówią tylko o ankiecie.

Stanisław Wodyński twierdzi, że ankieta ma na celu wyłącznie dobro pacjentów. – Już teraz ludzie szukają pomocy poza Głubczycami, pojawiają się oferty z ościennych ośrodków, Raciborza, Kędzierzyna-Koźla – mówi. – Jeśli zła opinia się utrzyma, pacjenci odejdą, szpital przestanie istnieć, a ludzie stracą pracę.

Głubczycki szpital zatrudnia blisko 300 osób i jest jednym z większych zakładów pracy w powiecie. Lekarze mówią, że jeśli zostanie zlikwidowany, będzie to tylko wina zarządu starostwa. I to zarząd odpowie przed ludźmi, którzy nie będą mieli się gdzie leczyć. Tymczasem już dziś na niektórych oddziałach średnie wykorzystanie szpitalnych łóżek nie przekracza 30–40 proc. i kasa chorych krzywi się na wysokie koszty.

Przecież my czekamy na pacjentów, bo od ich liczby zależą nasze dochody i dalsze istnienie szpitala – mówi ordynator Bereska. – Mówiąc żartem, gotowi bylibyśmy czasem dopłacić, żeby tylko pacjenci chcieli leczyć się właśnie u nas. Oczywiście, korupcja istnieje, ale tam, gdzie są problemy z miejscami, na przykład w klinikach, w których czeka się na zabieg w długich kolejkach. Ale nie w ubogim szpitalu w biednym powiecie gdzieś na końcu Polski.

Agresywni pacjenci

Ankiety będą zbierane przez dwa miesiące, później ich wyniki zostaną ocenione przez specjalnie powołaną komisję i opublikowane.

– Oczywiście bez nazwisk, nawet jeśli takie pojawią się w odpowiedziach, bo na to nie pozwala prawo – mówi Stanisław Wodyński. – Poinformujemy jednak, które z oddziałów wskazywano najczęściej jako te miejsca, gdzie bierze się pieniądze. Z lekarzami będziemy starali się rozmawiać.

Zarząd powiatu liczy, że jeśli nawet nie uda się wykorzystać całej wiedzy, która znajdzie się w ankietach, to zostanie wywarta presja, a to ukróci korupcję.

Doktor Bereska mówi, że odkąd ankieta zaczęła krążyć po mieście, pacjenci zrobili się bardziej agresywni. – Uważają, że skoro jest już taka ankieta, to widocznie coś w tym musi być – dodaje.